Cztery cyfry powracające w handlowym folklorze to 1, 3, 6 i 8. Nie są magiczne. Każda z nich opisuje cechę, którą tradycja czyta jako użyteczną dla firmy, która chce klientów i przychodów.
1 to inicjator. Nazwa, która redukuje się do 1, ogłasza lidera kategorii — pierwszego na rynku, definiującego standard, miejsce, do którego klienci idą, gdy mówią „potrzebuję najlepszego”. Ryzyko: arogancja, monokultura, ton marki, który się zużywa.
3 to komunikator. Redukcja do 3 czyni markę z natury gadatliwą i łatwą do zapamiętania; reklamuje się przez język. Ryzyko: powierzchowność, cykle mody, marka żyjąca na powierzchni.
6 to opiekun. Marka 6 jest swojska, rodzinna, łatwa do zaufania; myśl o produktach domowych, hotelarstwie, usługach dla rodziców. Ryzyko: mdłość, świętobliwość, niezdolność do bycia ostrym, gdy branża tego wymaga.
8 to dyrektor. Marka 8 emanuje kompetencją, skalą i poważnymi pieniędzmi. Właściwa cyfra dla usług finansowych, towarów premium i wszystkiego, gdzie klienci chcą czuć, że firma jest większa od nich. Ryzyko: chłód, marka, która zarabia szacunek, ale nie miłość.
Reputacja „niefortunnych w handlu” przyczepia się głównie do 4 (zbyt mozolna dla branż marketingowych), 7 (zbyt wycofana dla roli klienckiej) i 9 (zbyt święta, żeby porządnie pobierać opłaty). Żadna z nich nie jest śmiertelną wadą. Marka 7 może pięknie sprzedawać innym siódemkom; marka 9 może dominować w kategoriach etycznych. Etykiety opisują domyślne ustawienie, nie przeznaczenie.